środa, 11 stycznia 2017

Konkurs !!!

                                

      Ogłaszam konkurs z "To się da!"

      Miałam to zorganizować inaczej ale...jak zwykle - myślę jedno, robię drugie :)
 

      Zapewne każdego z nas spotykają takie sytuacje, kiedy myślimy sobie: "nieee, nie dam rady", "nie ma takiej opcji". Ja miałam takie myśli np. na porodówce :) oraz na pierwszym roku studiów, jak dostałam wykaz przedmiotów i warunki ich zaliczenia :) - a jednak - to się dało!
      Dlatego zadaniem konkursowym będzie podzielenie się Waszymi sytuacjami z pozoru
"bez wyjścia". Zwycięzcą zostanie autor najciekawszej, najzabawniejszej sytuacji.
Piszemy w komentarzach pod postem NA BLOGU (komentować już może każdy, nie trzeba być zalogowanym) ze swoim podpisem.
      Nagrodą będzie egzemplarz powieści Pani Anny Sakowicz "To się da!" z dedykacją oraz autografem!
Konkurs potrwa do niedzieli, tj. do 15.01.17r. do godz. 18.00. Ogłoszenie wyników o 20.00
            
                                                                                                 Zapraszam!!! 


     

14 komentarzy:

  1. Mam podobne doświadczenia jak Pani. 😃 Gdy zaczął się u mnie poród, powiedziałam położnej, że choćby nie wiem co się działo, to chcę rodzić naturalnie. Wszystko było w porządku, dopóki nie nadszedł ostatni etap skurczów. O, matko! Myślałam, że nie dam rady. Rodziłam w nocy, a więc parcie przechodziło po chwili w sen i tak w kółko. Zmęczenie i wycięczenie brało górę, jednak ból był TAK potężny, że zgodziłabym się na wszystko, byle to piekło już się skończyło! Na szczęście z odsieczą przybyła kroplówka z oksytocyną i o 1:45 córka wydostała się z maszyny losującej. Pomimo bólu, stresu, wykańczającego zmęczenia, wszystko skończyło się pomyślnie, a w nagrodę zyskałam córeczkę i jeszcze więcej miłości od męża. ❤ To się da. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się. Zyczę powodzenia uczestnikom. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo za pierwsze zgłoszenie 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Opiszę sytuację, która miała swój pomyślny finał przed miesiącem. Moja siostra wraz ze swoim mężem pragnęli posiadać swój własny dom. Przez 10 lat mieszkali w jednym pokoju z dwójką dzieci. Resztę pomieszczeń zamieszkiwali jeszcze teściowie siostry, ich starszy syn z żoną i dzieckiem oraz drugi syn. Siostra ze szwagrem nigdy tak do końca nie wierzyli, że uda się im zamieszkać wreszcie na swoim. Były wielkie problemy z kredytem, mnóstwo papierologii, wydatków (za które dostawali zwrot kosztów dopiero, gdy sami wydali, a potem zrealizowali i to udokumentowali) i co najważniejsze brak rąk do pomocy. Każdy kto mógł pomagał i w ciągu półtora roku zamieszkali w swoich wymarzonych czterech ścianach. A najbardziej zaskoczyła wszystkich wścibska sąsiadka, która mieszka dwa domy dalej. Gdy rozpoczęli budować dom, ona zablokowała drogę dojazdu do budowy stawiając samochód, potem nocą płoty. Było trochę z nią przeprawy i nawet z perspektywy czasu zabawnych sytuacji. Na szczęście w końcu się opamiętała. Ale z czego wynikała jej niechęć do nowych mieszkańców - trudno powiedzieć. Do wykończenia domu zostało jeszcze piętro. Przez cały ten czas mocno ich dopingowałam i powtarzałam: To się da! Ostatnie święta były dla nich naprawdę wyjątkowe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję 😊 Ja widać praca nad spełnieniem marzeń i wiara, że to się da - przynoszą efekty.
      Hmm....aż sama mam ochotę zacząć budować dom 😀 bo też o tym marzę 😉

      Usuń
  5. Kiedy byłam mała,tata zabrał mnie,siostrę i wujka na wycieczkę rowerową.Ja jako niedoświadczony rowerzysta nie powiedziałam tacie,że siadły mi hamulce,no bo przecież skoro i tak nie działają to nic się już zrobić nie da,prawda?
    To był błąd. Bo jechaliśmy bardzo krętymi i niebezpiecznymi ścieżkami a na zakończenie był piękny stromy zjazd.
    Ja,jak to ja. Nie było wyjścia zjechałam rozpędzona jak człowiek z biegunką szukający kibla . I dosłownie wyfrunęłam jak pisklę z gniazda i zaliczyłam piękną glebę.
    Jedyne co odczułam to szok i to,że leżę zaklinowana w rowerze na ziemi.
    -No i leże... (Powiedziałam to boskim dziecięcym tonem)
    A dosłownie po paru sekundach jak to dziecko wybuchnęłam gorzkim gorącym płaczem,bo nudziło mi się czekanie na innych .
    Tata był w szoku,dlaczego nie hamowałam i tak mocno przyfasoliłam o ziemię. Przyznałam mu się,że hamulce nie działały i nie miałam wyjścia.
    A jednak było inne wyjście,gdybym tylko się przyznała tacie.
    Tata w parę minut za pomocą bluzki i pościskaniu paru rzeczy naprawił mi rower.
    Mimo wszystko wróciłam na rowerze i do teraz każdy się śmieje,z tej sytuacji.(Choć była ciut niebezpieczna)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 😊 Pani Tata niczym McGyver, naprawił rower 😀 Szczęście, że nic się Pani nie stało.
      Dziękuję bardzo.

      Usuń
    2. Dla mnie taką sytuacją było chirurgiczne usuwanie ósemki. Codziennie powtarzałam sobie, że nie dam rady wysiedzieć tyle czasu na fotelu dentystycznym. Na pewno zemdleję lub się wykrwawię - różne myśli rodziły się w mojej głowie. Znajdując się w poczekalni myślałam nawet o ucieczce i chciałam przełożyć wizytę tłumacząc się tym, że nagle źle się poczułam. Na szczęście dotrwałam do końca i choć zabieg nie należał do łatwych to jakoś dałam radę. Czasem przysłowie ,,Nie taki diabeł straszny jak go malują" okazuje się prawdziwe. Dziś ta sytuacja wywołuje uśmiech na mojej twarzy, choć wtedy nie było mi do śmiechu. Mina pani rejestrującej gdy chciałam ustalić nowy termin - bezcenna. ,,Przecież doktor na Panią czeka" a ja na to ,,no skoro czeka to pójdę, bo właściwie już mi lepiej" :)

      Anna S.

      Usuń
    3. 😀 Gratuluję odwagi 😉 Mój strach przed wizytą u dentysty chyba nie zna granic, jednak za każdym razem, (o dziwo!) wychodzę cało 😀 Widać nawet to, się da 😉
      Dziękuję bardzo.

      Usuń
  6. 2 lata temu miałem sytuację gdy naprawdę mogłem być niepewny. Była to samotna podróż pociągiem na koniec Polski do całkiem obcego miasta, żeby zrobić urodzinową niespodziankę ukochanej. Bałem się momentami nawet bardzo, no bo co jeśli źle wysiądę, co jeśli się gdzieś zgubię, co jeśli mnie ktoś zaczepi, co jeśli nic nie pójdzie po myśli, bo tak naprawdę w tej podróży nic nie mogło być pewne, a spójrzmy prawdzie w oczy, 19 lat to wcale nie jest jakaś dorosła osoba. Ale było warto, to jak się potoczyło wszystko. Poszło jak po przysłowiowym maśle. Szok ukochanej, szczęście i parę dni było do naszej dyspozycji. Teraz nadal szczęśliwie trwamy i widujemy się co miesiąc-dwa na pare dni, czasem dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związek na odległość - trudna rzecz dla człowieka, dają radę tylko najsilniejsi 😊 Jak widać Pan do nich należy 😉.
      Gratuluję i dziękuję bardzo.

      Usuń
  7. Hmm...Było kilka takich sytuacji...
    Jedna z nich najbardziej zabawna, jeszcze z czasów dzieciństwa. Jako dzieci biegało się wszędzie, gdzie się tylko dało i niekiedy mocno się psociło ;) Byłam, i nadal jestem, osobą, która zawsze podejmuje wyzwania. "Ja tego nie zrobię?!" Tak było i wtedy... Koledzy namówili mnie na wyłączenie prądu w bloku, tylko na minutkę, głównym wyłącznikiem budynku. Oczywiście bałam się, czy mnie prąd nie kopnie i takie tam, ale jak zaczęli mówić, że tchórzę, to poszłam i pociągnęłam ten przełącznik. Blok pokrył się ciemnością, więc od razu znów włączyłam prąd i wszyscy uciekliśmy. Jak się okazało, coś się przy tym zepsuło i prąd odzyskało tylko co drugie mieszkanie w klatce ;) Sąsiedzi musieli zawezwać pogotowie energetyczne, które walczyło dobrą godzinę, ale naprawiło usterkę i... zabezpieczyło mocniej dostęp do szafki z głównym wyłącznikiem ;)
    Da się? Jak widać - zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 😀 o jej..no to nie źle Pani potrafiła narozrabiać. Dobrze, że nic się nie stało 😊 Mój synek też jest dzieckiem w stylu " coo, ja nie dam rady??" aż się boje, co będzie jak podrośnie 😀 Według dzieci wszystko się da! ☺
      Dziękuję bardzo.

      Usuń
  8. Gdy na studiach wreszcie poszłam,
    taaaaka czułam się dorosła!
    Ach, ze szczęścia prawie piałam.
    Lecz przed sesją - oniemiałam.
    Cała masa egzaminów,
    i króciutkich wręcz terminów...
    Lecz nie to mój lęk wzbudziło!
    Ot, do szkoły się chodziło
    i kartkówki czy sprawdziany
    to element dobrze znany.
    Dreszcze przeszły mnie okropne,
    gdy na ich patrzyłam formę...
    Większość USTNYCH! No, nie wierzę!
    Czas powiedzieć "pa" karierze.
    Jam nieśmiała i zamknięta,
    rzecz to zatem niepojęta,
    bym egzamin ustny zdała.
    Twarzą w twarz z profesorami
    schowam język za zębami,
    w gardle mnie jak zawsze ściśnie,
    w ziemię wbiję wzrok bezmyślnie.
    Oj, obleję! Szkoda gadki,
    czas pakować swe manatki.
    Gdy tak stałam, rozmyślałam,
    wnet kumpela mnie porwała
    na przechadzkę gdzieś do lasu.
    I tak rzecze mi zawczasu:
    "Ej, nie przejmuj się, wariatko!
    Egzaminy pójdą gładko,
    jakoś tam wydusisz słowo,
    lanie wody - byle z głową".
    Ja nie byłam taka pewna,
    mina mi już całkiem zrzedła.
    Lecz gdy sesja się zaczęła,
    siłą mnie tam zaciągnęła.
    Myślę sobie - ogłupiała!
    Nigdy bardziej się nie bałam...
    Moja kolej była blisko,
    wyczytali me nazwisko.
    Wchodzę. Idę przerażona,
    spięta, cała roztrzęsiona.
    Pan profesor głowę wznosi,
    patrzy na mnie, usiąść prosi.
    I swym wzrokiem mnie świdruje!
    Zaraz mnie zje - tak się czuję.
    Nic takiego się nie dzieje,
    Pan profesor w głos się śmieje
    i otuchy mi dodaje.
    Gdy pytanie mi zadaje,
    to z wrażenia prawie mdleję!
    W ogóle nie wiem co się dzieje.
    Prosi, bym mu powiedziała,
    czego to się naumiałam.
    O czym chcę, byle na temat
    - tak więc bez zastanowienia
    mówię wszystko, co pamiętam!
    Opowiadam jak najęta.
    Pan profesor przytakuje,
    bierze indeks i wpisuje...
    Piątka - mówi - zasłużona.
    Patrzę nań oszołomiona,
    dłoń podaję i dziękuję!
    I w podskokach za drzwi pruję!
    Teraz wiem już, że się da!
    Z wiarą trzeba iść przez świat. :)


    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze są dla mnie bardzo ważne i bardzo mnie cieszą - dlatego dziękuję Wam za wszelką aktywność na moim blogu. Zaglądam do każdego, kto zagości u mnie - komentuję i obserwuję te blogi które mnie zainteresują 😉